Kim jest misjonarz miłosierdzia?

Mówiąc żartobliwie – nie jest człowiekiem. Jest ZNAKIEM. Ale znakiem szczególnym, bo żywym i przemieszczającym się to tu, to tam. Tym, co będzie robił, ma pokazywać, że nasz niebieski Tato przygarnia wszystkich, którzy starają się o Jego przebaczenie i przytula ich mocno do swojego Serca. Ma być też znakiem, że Kościołowi – jak każdej mamie – tak bardzo zależy na swoich dzieciach, że zrobi wszystko, żeby dostały to, co najlepsze. W tym przypadku „tym-co-najlepsze” jest MIŁOSIERDZIE OJCA. Żeby misjonarze miłosierdzia byli znakiem bardziej „znaczącym” w swoim znaczeniu, papież Franciszek udzielił im władzy przebaczania grzechów zarezerwowanych dla Stolicy Apostolskiej. Są to: profanacja Najświętszego Sakramentu, zdrada tajemnicy spowiedzi, rozgrzeszenie wspólnika w grzechu przeciwko VI przykazaniu Dekalogu i przemoc wobec Ojca Świętego. Ale wydaje mi się, że nasza posługa nie ma się ograniczyć tylko do tych, którzy popełnili te najcięższe grzechy.

Kogo zatem ma jeszcze objąć?

Wszystkich, którzy przez jakikolwiek grzech oddalili się od niebieskiego Taty i „giną z głodu” jak syn marnotrawny. Wszystkich tych, którzy BOJĄ SIĘ WRÓCIĆ DO NIEGO i dlatego sami skazują się na duchowe wygnanie. Wszystkich tych, których PARALIŻUJE WSTYD. Wreszcie wszystkich tych, którzy uciekli z domu Ojca, czyli Kościoła, bo mieli już dość sztuczności i chłodu, jaki w nim panuje. Którzy mieli dość formalnych relacji, jakie tworzą wszyscy „starsi synowie”, których bycie w domu Ojca ogranicza się do niewolniczej służby i nieprzekraczania przykazań. Warto pamiętać, że kiedy ktoś odchodzi daleko, winny jest również ten, kto stworzył w domu nieznośną atmosferę. Dlatego misjonarz miłosierdzia jest posłany z tego domu, aby szukać tych, którzy są daleko… może nawet bardzo daleko.

Jest jak pasterz, który wychodzi, żeby szukać zagubionej owcy, a nie czeka z założonymi rękami, aż ona sama wróci do niego?
Właśnie tak. Do tego ciągle wzywa papież Franciszek. Jakby chciał każdemu z nas powiedzieć: „nie czekaj, aż oni do ciebie przyjdą, ty idź do nich!”. W bulli ogłaszającej Jubileusz Miłosierdzia pisze wyraźnie: „Oblubienica Chrystusa przyswaja sobie postawę Syna Bożego, który WSZYSTKIM WYCHODZI NAPRZECIW, nie pomijając nikogo”. To nie jest wcale łatwe. Mówi o tym pewien wymowny obraz. Otóż, żeby można było otworzyć w Rzymie Drzwi Jubileuszowe, najpierw trzeba było rozwalić mur. One były zamurowane! Ten mur w sposób symboliczny oddzielał Kościół od reszty świata. Chodzi więc o to, żebyśmy – jako synowie i córki miłosiernego Taty, mieszkańcy w Jego domu – rozwalili wszystkie mury, które nas oddzielają od naszych braci i sióstr, którzy są „na zewnątrz”. Przede wszystkim mur obojętności i nieczułości, ale także mur zamknięcia się w sobie i w swoich sformalizowanych strukturach, oraz mur na którym wypisane jest oskarżenie wobec tych, którzy odeszli. Miłosierdzie polega na wchodzeniu w życie tych, którzy się pogubili. Przede wszystkim po to, ABY Z NIMI BYĆ. Może wtedy poczują chęć powrotu. Chyba najlepiej pokazał to św. Brat Albert Chmielowski, który zamieszkał razem z ubogimi.

Wróćmy do posługi misjonarza miłosierdzia. Co ma konkretnie robić?

Papież Franciszek pisze, że mamy „ułatwiać wszystkim spotkanie”. Chodzi oczywiście o ułatwienie spotkania z naszym niebieskim Tatą tym, którzy bardzo daleko odeszli od Jego miłości. Dokonuje się to przez głoszenie słowa Bożego oraz przez sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania. Jednak na pierwszym miejscu jest głoszenie słowa Bożego – ewangelizacja – także w konfesjonale! Bo prawdziwa wiara rodzi się ze słuchania słowa Bożego. To słowo pokazuje nam Tatę i to, co do nas czuje. Tym „słowem” jest sam Jezus. On przecież ma najpiękniejszą relację z Ojcem. Bez Chrystusa i tego, co nam mówi o niebieskim Tacie, „bóg” w którego wierzymy, jest jedynie jakimś „wytworem” naszej wyobraźni, który nie ma nic wspólnego z Bogiem, jaki objawia się w Ewangelii.
Papież Franciszek wskazuje, że misjonarze miłosierdzia „będą ułatwiać wszystkim spotkanie BOGATE W CZŁOWIECZEŃSTWO”. A zatem tym, co ma ułatwiać to spotkanie, jest „człowieczeństwo” misjonarza miłosierdzia. Ale ma to być człowieczeństwo na wzór prawdziwego Człowieka – Jezusa Chrystusa. Kiedy papież Franciszek posyłał nas w Środę Popielcową na cały świat, tak się nad nami modlił: „Niech w ich słowach rozbrzmiewa głos Chrystusa, w ich gestach objawia się serce Chrystusa; aby wszyscy, którzy będą ich słuchali, zostali pociągnięci do posłuszeństwa Ewangelii”. Mogę tylko zapewnić, że ze swojej strony zrobię wszystko, żeby każdy, kto do mnie przyjdzie mógł tego „Człowieczeństwa” doświadczyć. Wzruszają mnie słowa papieża Franciszka ze wspomnianej już bulli i traktuję je, jako swoje: „Wszystko w działaniu duszpasterskim Kościoła powinno być przepojone czułością, z którą kieruje się do wiernych” – a następnie dodaje „w tym, co głosi i o czym daje świadectwo światu, nie może nigdy brakować miłosierdzia”.

Ale… spójrzmy prawdzie w oczy. Wydaje się, że – oprócz władzy odpuszczania tych najcięższych grzechów – misjonarz miłosierdzia nie różni się niczym od zwykłego księdza…

I to jest właśnie wspaniałe! Każdy kapłan może i powinien być takim „misjonarzem miłosierdzia”. Oby ich było jak najwięcej! Znam wielu takich wspaniałych księży, którzy na ambonie i w konfesjonale są jak czuli ojcowie. Sam nieustannie tego doświadczam od nich. I tego może doświadczyć u nich każdy wierny. Jeśli nie ma na swoim sumieniu tych najcięższych grzechów, nie musi wcale szukać misjonarza miłosierdzia. Ale – z drugiej strony – dobrze wiemy, że różnie bywa z podejściem kapłanów do wiernych. Dlatego niektórzy ludzie – szczególnie ci, którzy są bardzo daleko i których paraliżuje wstyd – mogą potrzebować PEWNOŚCI, że przystępując do spowiedzi u tego a nie innego księdza, poczują się oczekiwani, kochani i doświadczą przebaczenia od Boga. Nawet mimo ich bardzo ciężkich grzechów. Jeśli więc właśnie ktoś taki czyta te słowa, to serdecznie go do mnie zapraszam. Ja daję tę PEWNOŚĆ. Nie mam innego wyjścia 🙂 Nakazał mi to sam papież Franciszek, a Bóg Ojciec przygotował mnie do tego przez historię mojego życia…

Gdzie można księdza spotkać?

Najlepiej skontaktować się ze mną drogą emailową. Można też zadzwonić. Moje dane kontaktowe umieszczone są na naszej stronie diecezjalnej, oraz stronie Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP: http://nowaewangelizacja.org/8890-3/ . Ponadto będzie można mnie spotkać w czasie różnych „akcji” organizowanych w ramach Jubileuszu Miłosierdzia w naszej diecezji i nie tylko. Ich wykaz będzie na bieżąco uzupełniany na naszej stronie diecezjalnej w zakładce dotyczącej misjonarzy miłosierdzia. Ciągle myślimy nad tym jak wykorzystać ten dar papieża Franciszka i jak szukać tych, którzy nam się zgubili. Zrobimy co w naszej mocy, żeby ich odnaleźć. Nawet, jeśli ukryli się w największej ciemności.

© 2014 Wydział ds. NE Kurii Diecezjalnej w Tarnowie.
Znajdź nas: